Dlugo mnie nie bylo, ale juz jestem :)

Ostatnie 5 tygodni bylo dietetycznym wyzwaniem… z tych 5 tygodni tylko jeden uplynal tak jak nalezy czyli dietetycznie! Pozostale… hmmm…. najpierw byla konferencja i nie mialam zbyt duzego, zeby nie powiedziec zadnego, wplywu na to co jem. Takze po powrocie zrobilam sobie dzien bialkowy i bialkowo-warzywny po czym nastapilo wazenie i zdziwilam sie bo jeszcze bardziej schudlam :) (52.0 kg). No ale potem pojechalismy na tydzien na narty i przy tak duzym fizyznym wysilku, nie bylo w ogole mowy o trzymaniu diety (tak na prawde ze wzgledow zdrowotnych – zeby nie spalac miesni ktore w czasie wysilku fizycznego potrzebuja cukrow zeby pracowac na wysokich obrotach!). O tym ze bylismy we Wloszech gdzie wszedzie serwowali przepyszna prawdziwa wloska pizze i paste juz nie wspomne! Takze po powrocie, z opoznieniem 4 dniowym, zrobilismy sobie dzien bialkowy… i potem przyszly Swieta!

I jak tu w Swieta ugotowac cos dietetycznego? No wlasnie! Ale wyszlismy obronna reka jako ze zrobilam wyprobowany wczesniej przepis na lososia (jednak z braku czasu na prawdziwe swiateczne przygotowania (patrz wyjazd na narty i powrot dzien przed Wigilia)) nie mialam pietruszki, wiec jej nie dodalam do pasty :) tylko krewetki i nauczona wczesniejszym doswiadczeniem pieklam go tylko 40 minut i byl idealny! I to nam uratowalo tylki przed przytyciem, bo po swietach waga byla w normie (52.5 kg). No a potem to juz przyszedl Sylwester i tez sie duzo jadlo, i duzo pilo, i tanczylo wiec sie nie przytylo! Ale od Nowgo Roku wrocilismy do diety. Moj maz do fazy II (chce jeszcze zrzucic 4kg), a ja spokojnie do fazy III.

Mam nadzieje, ze zacheci was ten opis do diety. I nawet jak macie gorszy dzien to nie rezygnujcie z diety calkowicie, tylko uznajcie ze byl to wypadek przy pracy i zrobcie sobie dzien bialkowy (naprawczy :)) zaraz po szalenstwie!

Powodzenia!!!